NASZ BÓG (ŚWIADECTWO)

Jestem szczęśliwa, że mogłam doświadczyć osobiście uzdrowienia mojego wnętrza i doświadczyć Boga także jako kochającego Ojca!

 

Ubiegły rok upłynął dla mnie pod znakiem modlitw o uzdrowienia, uwolnienia i ewangelizowania. Działo się tak wiele na tak wielu płaszczyznach, że rok ten mogę uznać za naprawdę przełomowy w moim chodzeniu z Bogiem.

Już niedługo, zgodnie z obietnicą, napiszę nieco więcej o tym, co działo się w moim życiu od momentu mojej aktywacji" na początku 2014 roku. Tymczasem napiszę o tym, co dzieje się od kilku ostatnich miesięcy.

Od początku tego roku, Bóg zaczął mi wskazywać problemy u innych osób, które mogą się wiązać z nieprzebaczeniem. W krótkiej rozmowie, czy też korespondencji, udawało się trafić w sedno czyjegoś problemu, a potem zaproponować modlitwę. Były też okazje do pomocy osobom z depresją i problemami emocjonalnymi. Bóg stawiał też na mojej drodze osoby związane w przeszłości z okultyzmem. Za każdym razem to Bóg przyprowadzał te osoby do mnie - wystarczyło tylko zgodzić się na spotkanie / rozmowę lub wymienić korespondencję.

W pewnym momencie, przy okazji kolejnej z tego typu rozmów, Bóg sam bardzo wyraźnie wyczulił mnie na słowa, które sama napisałam jakiś czas temu w tekście: Moc zwykłego świadectwa", a które mówią, że mamy być w naszym chodzeniu z Bogiem autentyczni. Było to tuż po spotkaniu z osobą, która walczyła kiedyś z depresją i korzystała z pomocy terapeutów. Pomyślałam wtedy, że chciałabym móc jak najszczerzej przekazać tej osobie, że Bóg jest naszym najlepszym terapeutą, ale nie chciałam, by zabrzmiało to jak pusty frazes bez pokrycia w realnym życiu. Do tamtej pory Bóg nie miał potrzeby, jak mi się wtedy zdawało, uleczyć mnie z tego typu doświadczeń, więc nie chciałam jedynie po chrześcijańsku poklepywać jej po ramieniu. W trakcie naszego spotkania modliliśmy się o tę osobę razem z mężem, rozmawialiśmy także o naszym chodzeniu z Bogiem i mieliśmy przekonanie, że byliśmy dobrymi narzędziami w Bożych rękach. Jednak w kwestii jej zranień z przeszłości i problemów emocjonalnych miałam wewnętrzny niedosyt.

Okazało się, że Bóg miał w tym swój plan i już następnego dnia po naszym wspólnym spotkaniu, Bóg zaczął pokazywać mi obrazy z mojej własnej przeszłości. Przypomniałam sobie, że w wieku wczesnoszkolnym doświadczyłam odrzucenia przez grono rówieśników, co w bardzo mocny sposób zaczęło rzutować na moje relacje z innymi. Tak naprawdę cała ta sytuacja wpłynęła na dalsze moje, także dorosłe, życie, a mój umysł poradził" sobie z tym udając, że przecież nic się nie stało.

Zaczęłam wtedy z Bogiem rozmawiać prosząc Go, by pokazał mi, co mam z taką, przypomnianą po latach, informacją zrobić. Usłyszałam wewnętrzny głos, który delikatnie, ale stanowczo powiedział: trzeba im przebaczyć". Rozmawiając z Bogiem dalej, pytałam: ale jak mam to zrobić, żeby to było zgodne z Twoim standardem, żeby to było tak, jakbyś Ty to zrobił?" i wtedy pojawił się w moim sercu ponadnaturalny pokój - jakby już sama moja, taka a nie inna, intencja była dla Boga wystarczająca, by to On mógł zacząć działać.

Kolejnego dnia przyszły kolejne przełomy - Bóg, pokazując mi różne niekomfortowe dla mnie sytuacje, powiedział mi: cokolwiek słyszysz, widzisz, czy odczuwasz negatywnego na swój temat wiedz o tym, że JA ... CIĘ... KOCHAM". Poczułam wtedy, jak bardzo to jest niesamowite! Miałam pewność, że już nigdy, nikt i nic nie będzie w stanie mnie zranić, bo przecież sam BÓG MNIE KOCHA i jest ze mną! :) Bóg także powiedział mi, że ON JEST MOJĄ TARCZĄ i że ta tarcza JEGO MIŁOŚCI będzie mnie chronić. Wtedy poczułam się naprawdę wolna, szczęśliwa, akceptowana i kochana! Po tym zdarzeniu jeszcze przez dwa tygodnie uśmiech non stop nie schodził z mojej twarzy! :)

Okazało się, że Bóg wtedy dopiero rozpoczął we mnie swoją pracę. Z dnia na dzień zaczęły się nagle pojawiać sytuacje, w których do tej pory czułam się niekomfortowo, a tymczasem zaczęłam się w nich czuć swobodnie i zwyczajnie czerpałam z nich autentyczną radość. Odeszła też obawa przed byciem ocenianą i odrzuconą. A wszystko to robił Bóg - krok po kroku, suwerennie, bez ingerencji kogokolwiek z zewnątrz.

Dodatkowo, Bóg uwolnił mnie także z samopotępiania się. Po prostu, któregoś dnia usłyszałam od Niego, że nie muszę się już więcej potępiać. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że żyłam w samopotępieniu. Owszem, czułam się często tak, jakby ktoś odbierał mi radość życia i nie pozwalał mi cieszyć się nim tak na 100%, ale uważałam, że widocznie taka już jestem, że tak musi być. Na szczęście Bóg był zupełnie innego zdania! Bóg pokazał mi także, że taka forma myślenia to pewien rodzaj związania demonicznego, ale wolą Bożą nie jest, byśmy żyli na pół gwizdka - w jakiejkolwiek dziedzinie naszego życia! Bogu zależy na tym, byśmy byli także tak po ludzku, zwyczajnie, szczęśliwi (zaraz potem, jak przyjmiemy od Niego Jego najcenniejszy dar - życie wieczne)! :)

Jeden tylko raz pomyślałam sobie niedługo przed tym wszystkim, jakby to mogło być - gdybym mogła żyć bez tych wszystkich wewnętrznych ograniczeń, bez unikania pewnych sytuacji, bez obawy, że moja strefa komfortu i moja bezpieczna skorupka zostaną przez kogoś naruszone... Usiłowałam sobie to wyobrazić i zaczęłam mieć wewnętrzne przekonanie, że jest to możliwe, że przecież kiedyś, przed uzdrowieniem mojego kręgosłupa, również pytałam Boga, jak to jest, kiedy żyje się bez ciągłego bólu i po jakimś czasie zostałam z tego bólu uzdrowiona! Bóg najwidoczniej usłyszał to moje ciche dopytywanie i zstąpił na pragnienie mojego serca.

Przyszła potem radość z prostych rzeczy, radość i zadowolenie z samej z siebie, radość z tego, że jest się częścią Bożego stworzenia, że się po prostu jest i przyszło też przeświadczenie, że bycie szczęśliwą tak na 100% to nic złego, że Bogu się to podoba i że mam do tego prawo!

Zaraz potem Bóg zaczął bardzo precyzyjnie mówić do mnie na temat mojego powołania - jakby odświeżając to, co pokazywał mi tuż po moim nawróceniu i pokazując to w zupełnie nowym świetle. Zaczął też bardzo precyzyjnie pokazywać mi kolejne kroki, których ode mnie oczekuje i które są teraz przede mną.

Tuż potem miałam okazję opowiedzieć swoje świadectwo naszym znajomym, z którymi  spotkaliśmy się u nas w domu. Było to o tyle ciekawe, że do tego spotkania przynaglał nas od jakiegoś czasu Duch  Święty. Mieliśmy bardzo dobry czas razem, a na koniec tego ponad 5-godzinnego spotkania, Duch Święty pobudził mnie, by opowiedzieć w całości i dokładnie o tym, co się u mnie wydarzyło. Okazało się, że był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Nasz znajomy był bardzo dotknięty i powiedział, że te słowa i to świadectwo są mu bardzo potrzebne na ten czas, bo zmaga się z czymś podobnym i potrzebuje w tej kwestii natychmiastowej Bożej interwencji. Był bardzo zachęcony, zwłaszcza moim, nie schodzącym z twarzy od 2 tygodni, uśmiechem, a także zmienionym poczuciem humoru, o którym mógł zaświadczyć mój mąż.

***

Kluczowe w tym wszystkim jest to, że chciałam być w swojej chęci pomocy komuś szczera i autentyczna i Bóg się do tego przyznał, robiąc jednocześnie porządki w moim własnym życiu.

Jestem bardzo szczęśliwa, że Bóg w ten sposób postanowił mi pomóc, a także, że moje świadectwo zostało natychmiast przez Boga wykorzystane - że zadziałał tu taki Boży efekt domina.

Jestem szczęśliwa, że mogłam doświadczyć osobiście uzdrowienia mojego wnętrza i doświadczyć Boga także jako kochającego Ojca. Teraz, już bardzo autentycznie, mogę każdemu zaświadczyć, że nasz dobry Bóg jest nie tylko naszym kochającym Ojcem i cudownym, wspaniałym Lekarzem, ale i najlepszym Terapeutą - leczącym w ponadnaturalny sposób nasze poranione wnętrza.

Za to wszystko niech będzie uwielbiony i wywyższony i tylko Jemu niech będzie za to chwała!

***

Pozostałe moje teksty, które ukazały się Na Poddaszu i Na Otwartym Niebie 24:

1) Błogosławiony ten, kto się mną nie zgorszy

2) Aktywacja dla każdego # 1

3) Moc "zwykłego" świadectwa

4) „Śmiertelnie" niebezpieczni, czyli Boża moc w nas

5) Nadrzędny cel! (stara-nowa ewangelizacja)

6) Kiedy Niebo dotyka dzieci

7) Konferansjerzy w kościele, czyli uważaj kogo słuchasz

8) Kościelne zamrażarki

Małgorzata Górnicka

Uczennica Jezusa od 2004 roku, żona jednego męża, mama 2 synków. Razem z mężem związani z Kościołem Ulicznym w Warszawie i służbą w Namiocie Uzdrowienia. Usługują także wspólnie - poza KU - odpowiadając na indywidualne prośby o modlitwę. Uczestniczka pierwszej edycji szkolenia pastora Leszka Korzenieckiego: Uzdrowienie w służbie kościoła" w 2014 r. Bóg włożył w jej serce modlitwy o uzdrowienia i uwolnienia, a także ewangelizowanie z mocą. Na swoich  profilach na portalu społecznościowym Facebook, a także kanale na YouTube, gromadzi materiały pomagające w duchowym wzroście i rozwoju, jak również świadectwa Bożego działania: Bóg Uzdrawia / Healing GodDuch Święty Dzisiaj / Holy Spirit TodayEwangelia jest mocą Bożą Bóg Uwalnia,  O Bogu Dla Dzieci - inspiracje dla rodziców. Jest w trakcie przygotowywania książki o tym, co Bóg zrobił w jej życiu. Od V 2016 r. - certyfikowany lider służby dziecięcej Power Club przy Kids In Ministry International pastor Becky Fischer. Od X 2016 r. prowadzi wraz z mężem zajęcia O Bogu dla dzieci inspirowane materiałami ze służby Becky Fischer.