JEST MOC W TWOIM JĘZYKU!

  • Napisała 

Każdy człowiek, doświadcza trudności i przeciwieństw, z którymi musi się borykać i to wcale nie musi go odsunąć od doświadczenia w swoim życiu zwycięstwa. Doświadczenie życia według obfitości Bożego serca w dużej mierze zależy to od sposobu w jaki używamy języka.

Jest moc w naszym języku, moc życia i śmierci. Gdy poddajemy nasz język pod władzę Ducha Świętego natychmiast zaczynamy doświadczać Jego przemieniającej mocy. Nasze słowa, których używamy są jak barometr, ujawniają stan naszego serca, alarmują o konieczność przemiany i nawrócenia. Izraelici na pustyni, stanowią wspaniały przykład tego, jakie skutki przynosi narzekanie i użalanie się nad sobą. Widząc na własne oczy potężne znaki i cuda, których Pan wobec nich dokonał, już po kilku dniach na pustyni z powodu swej niewiary zaczęli narzekać. Taki styl życia nie wprowadzi nikogo w przeznaczenie, jakie Bóg ma dla każdego człowieka. Zawsze powinniśmy się koncentrować na Bogu i Jego obietnicach, a nie na własnych trudnościach. Każdego dnia naszym  celem jest  Bóg i dostosowanie naszych myśli do Jego myśli i naszych słów do Jego słów. Wciąż napotykamy blokady i przeszkody, które hamują nasze nawrócenie rozumiane jako przemiana umysłu.

Postawa częstego krytykowania ludzkich słabości i niedociągnięć, która często przyjmuje postać „bycia ekspertem we wszystkim” w rezultacie doprowadza człowieka do miejsca, w którym Bóg nie może zrealizować względem człowieka swojego planu. Bóg domaga się nawrócenia. Podobnie jest z oskarżeniem. Kiedy wytykamy innych palcami i oskarżamy ich budujemy dzieło nieprzyjaciela, który zabija i niszczy. Ludzie nieuczciwi używają również pochlebstwa, aby zyskać przewagę nad innymi, manipulując i kontrolując innych. Tymczasem słowo Boże mówi, że z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiemy zdamy sprawozdanie w dzień sądu. Bo na podstawie słów naszych  będziesmy uniewinnieni lub potępieni (Mt 12,36-37). To powinno nas motywować do zmiany życia i sposobu, w jaki używamy języka. Konsekwencją naszych słów jest życie albo śmierć, błogosławieństwo lub przekleństwo. Zazwyczaj minimalizujemy skutki używania słów, ale one mogą wyrządzić nam i innym wielką szkodę. Grzechy języka mogą zniszczyć reputację człowieka, małżeństwo, rodzinę, wspólnotę a nawet Kościół[1].

Warto w tym miejscu przywołać jeden z tekstów wygłoszonych przez Papieża Franciszka. Mówił on o tym, że za każdym razem, gdy obgadujemy swoich bliźnich, zachowujemy się tak, jakbyśmy zdradzali Jezusa. Jest jakaś ukryta radość w obmowie, że nieraz zaczynamy od dobrych słów, później jednak nagle pojawia się obmowa i rozpoczyna się „zdzieranie skóry z bliźniego”.  Nigdy nie powinniśmy mówić źle o innych. Gdy plotkujemy, nie mamy wsobie miłości, przyjaźni i wszystko staje się rynkiem, na którym sprzedajemy swoich przyjaciół, bliskich i znajomych. Jeśli zauważymy, że ktoś ma jakieś niedostatki, nie osądzajmy swoim językiem, ale módlmy się do Pana za tego człowieka, prosząc Go, aby mu pomógł – dodał Franciszek[2].

W swojej praktyce spotkałam się wielokrotnie z sytuacją, w której ludzie po prostu osądzają drugiego człowieka, tworząc opinię o innych na podstawie złych nastawień plotek i wniosków wyciągniętych z podejrzeń i pojedyńczych sytuacji wyrwanych z kontekstu. Widziałam jak we wspólnotach podejmuje się modlitwę o nawrócenie innych podczas gdy Duch Święty woła o nasze osobiste zerwanie z grzechem. Wszystko zaczyna się w naszym umyśle. Umysł jest miejscem, gdzie myślimy, czujemy i dokonujemy wyborów. Słowa, które wypowiadamy świadczą o tym co jest w naszym sercu.

Ludzie doświadczają wielu cierpień z powodu osądzania, krytycyzmu i podejrzliwości. To trzy sprawdzone drogi do osłabienia relacji między ludźmi. Doprowadzają do tego, że kościół nie podąża za Duchem Świętym. Osądzanie to formułowanie opinii o innych, jest spokrewnione ze słowem skazywać. Osądzając innych stawiamy się w miejscu Boga. Krytyczne podejście do innych przejawia się tym, że widzimy tylko złe rzeczy w drugim człowieku. Akcentujemy to co niewłaściwe zamiast podkreślać to co jest dobre. Diabeł nieustannie posyła demony, aby poddawały nam myśli osądu, krytycyzmu i podejrzliwości. Ludzie nie demaskują takich myśli i przyjmują je jako swoje opinie zamiast je odrzucić i napełnić umysł dobrymi myślami, które zgadzają się z Bożym Słowem. Jeśli długo rozmyślamy nad rzeczami, których pochodzenie nie zostało w porę zdemaskowane w końcu zaczynamy o tym mówić innym. Wyrządzamy w ten sposób wiele szkód. Każdą myśl musimy poddać w posłuszeństwo Chrystusowi. Pomaga nam w tym Duch Święty, który koryguje nas gdy nasze myśli zmierzają w złym kierunku.

Słowa wypowiadane przez nas nie są bez znaczenia, mają taką moc, że mogą przeklinać i błogosławić. Wiele przekleństw weszło wnasze życie poprzez słowa, które inni wypowiadali nad nami lub sami wypowiadaliśmy je na swój temat.

Nasze słowa są pełne mocy. Księga Przysłów mówi, źe wypowiedzi naszych warg nas krępują i musimy uczynić wszystko, aby się z tej niewoli uwolnić (Prz 6,2). Nasze słowa mogą stanowić pułapkę i barierę, która nie dopuszcza Bożego błogosławieństwa do naszego życia. Nie można doznać przemiany dzięki własnym staraniom. Sposób w jaki używamy językach przemienia się jeśli trwamy w słowie Bożym. Znając je i możemy je ogłaszać nad naszym życiem. Nasz język może się przemienić dzięki łasce Chrystusa. To jest dobra nowina. Innymi słowy, kiedy w naszym sercu uwierzymy w przesłanie Ewangelii, kiedy uwierzymy, że musimy się nawrócić i że potrzebujemy przebaczenia i obmycia we Krwi Jezusa, po to by Ojciec mógł nas przyjąć i byśmy mogli objąć w posiadanie Jego Królestwo musimy naszymi ustami dokonać „wyznania” wiary. To pierwszy i najważniejszy krok. Kolejnym krokiem jest przyjęcie Ducha Świętego. Wielu z wierzących otrzymało Ducha Świętego podczas chrztu i bierzmowania, ale w rzeczywistości w ich życiu nie widać Jego mocy. Wyglądają tak, jak wszyscy inni; niczym nie różnią się od pogan. Duch Święty udziela wierzącemu głód Słowa Bożego i jego zrozumienie. Kiedy zostajemy przeniesieni z królestwa ciemności do Królestwa Bożego (Kol 1, 13), musimy nauczyć się zasad życia w tym Królestwie. Chodzi o to, aby myśleć, mówić i zachowywać się jak Jezus. Od naszej decyzji zależy to, czy będziemy się karmić Słowem Bożym i zostaniemy przemienieni, by stać się ludem niosącym życie i błogosławieństwo innym. Należy znać odpowiedź na pytanie o to, co jest bardziej owocne z perspektywy wieczności, wejść w Słowo i modlić się nim, czy też obejrzeć kolejny serial i program telewizyjny?

Częstym błędnym przekonaniem jest pogląd, że tylko konkretne akty pobożności sprawią, że będziemy się podobać Bogu. Podczas gdy tak naprawdę jedyną rzeczą, jakiej pragnie Bóg, jest nasze serce. Nie zależy Mu na tym, w jaki sposób się to stanie. On po prostu chce naszego serca. Nie jesteśmy w stanie nic aby zasłużyć na Jego miłość. Jego miłość do nas nie zależy od tego, co zrobimy, lub czego nie zrobimy. On kocha nas bezwarunkowo. Pragnie być dla nas Wszystkim we Wszystkim, a my nie rozumiemy tego ze względu na kłamstwa, które wdarły się do naszego umysłu i ktore uznaliśmy jako prawdę. Jeśli nie odkryjemy tego bardzo trudno będzie nam poznać miłość Boga do nas[3]. Warunkiem aby to to odkryć jest być zanurzonym wsłowie Bożym. Musi się ono stać częścią nas samych do tego stopnia, byśmy potrafili rozpoznać kłamstwa. Musimy mieć taki kontakt z Pismem Świętym, żeby kiedy przychodzi stare kłamstwo, natychmiast rozpoznać, że nie pochodzi ono od Boga. A więc, zamiast czytać Biblię i studiować ją za pomocą umysłu, musimy ją przetrawić w nowy sposób, tak byśmy zaczęli doceniać i rozpoznawać prawdę. Musimy być otwarci na to, czego może dokonać Bóg. Musimy się przeglądać w Jego lustrze. Nie w lustrze, w które patrzyliśmy dotychczas – ale w Jego lustrze. Potrzeba, żebyśmy spojrzeli w lustro i zobaczyli siebie, jako Jego umiłowane dzieci. Wszystko inne, co widzimy, jest tylko kłamstwem, powstałym w naszym umyśle, twierdzą, którą musimy zburzyć.

Albo uwierzymy Pismu i będziemy żyć życiem w obfitości, jakie dał nam Jezus, albo będziemy żyć jak ludzie w świecie, poddając się brakowi poczucia bezpieczeństwa, egoistycznej ambicji, potrzebie kontrolowania, strachowi, niepokojowi, atakom paniki, depresji i grzechowi. Brak wiary nie pozwala nam przyjąć dziedzictwa, które Pan zdobył dla nas na Krzyżu, i trzyma nas z daleka od Niego. Lud Boży musiał tylko uwierzyć, przyjąć i wejść w posiadanie ziemi obiecanej. To samo odnosi się do nas. Jezus zapłacił już na krzyżu za wszystko, czego potrzebujemy, aby żyć życiem nadprzyrodzonym na ziemi. On wziął nasz grzech, abyśmy otrzymali przebaczenie i stali się sprawiedliwością Bożą (por. 2 Kor 5, 21). On przyjął na siebie nasze słabości i choroby, żebyśmy otrzymali uzdrowienie (por. Iz 53, 4-5). On wziął nasze ubóstwo, abyśmy doświadczyli Jego obfitości (por. 2 Kor 8, 9). On stał się przekleństwem, abyśmy mogli odziedziczyć błogosławieństwa Abrahama (por. Gal 3, 13-14). On wziął nasz wstyd, abyśmy mogli doświadczyć Jego chwały (por. Ps 69, 7; J 17, 22). On wziął nasze odrzucenie i opuszczenie, żebyśmy zostali przyjęci do rodziny Bożej (por. Mt, 27, 46; Ef 1, 5). Dzieło to już się dokonało. Wszystko wykonało się na krzyżu.

Musimy być posłuszni słowu Bożemu, przebaczyć tym, którzy nas zranili i przebaczyć sobie. Nasz stan emocjonalny nie jest karą za nasze grzechy. Musimy nauczyć się kochać tak, jak On kochał, a nie jesteśmy w stanie tego uczynić bez Ducha Świętego. Musimy kochać bezwarunkowo, tak jak On nas kocha, a On daje nam do tego siłę. Musimy żałować za grzechy. Musimy być zaangażowani. Brak zaangażowania nawet wśród chrześcijan jest bardzo powszechny. Kiedy usuniemy siebie z centrum naszego życia i pozwolimy Chrystusowi zająć jego tron, zostaniemy obdarzeni pokojem i radością. Musimy działać [4]. Uzdrowienie dokonuje się tylko wtedy, gdy wychodzimy zbezpiecznych kryjówek, z dala od łaski, które zbudowaliśmy dla siebie. Musimy wyjść na zewnątrz, na Słońce, aby zrzucić z siebie te podarte koce bezpieczeństwa, nieufności i nieprzebaczenia. Uzdrowienie dokona się, nawet jeśli nie rozpoznamy go od razu[5].

Przemieniony umysł jest kategorią, która może mieć zasadniczy wpływ na dzieje Kościoła. Przecież Chrystus jest Tym, który ustanowił Kościół i my mamy realizować Jego myśli i zamiary względem Jego oblubienicy. Życie przebaczeniem i w zgodzie ze Słowem Bożym jest dla nas gwarancją, że podążamy w kierunku widzialnej jedności chrześcijan. Podsumowując możemy powiedzieć, że nawrócenie należy odnieść do każdego chrześcijanina i rozumieć je jako „odnowienie ducha” czy raczej „odnowę w duchu”[6].


[1] Por. M. Vadia, Twój język ma moc, Lublin 2010

[2] Franciszek, Gdy obgadujemy swoich bliźnich, zachowujemy się tak, jakbyśmy zdradzali Jezusa, http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/03/28/ojciec-swiety-franciszek-gdy-obgadujemy-swoich-bliznich-zachowujemy-sie-tak-jakbysmy-zdradzali-jezusa/ (2014-02-02).

[3] Por. C. Razza, Filtr przeciwsłoneczny. Jak chrześcijanie nieświadomie zamykają się na łaskę, Lublin 2012

[4] Por. C. Razza, Filtr przeciwsłoneczny. Jak chrześcijanie nieświadomie zamykają się na łaskę, Lublin 2012

[5] Por. M. Vadia, Twój język ma moc, Lublin 2010

[6] Por. A. Skowronek, Z ekumenią w XXI wiek, „Życie duchowe” 10 (1997) 


dr Anna Saj - „Moc życia i śmierci w języku”



Anna Saj

Dr nauk teologicznych w zakresie teologii ekumenicznej. W 1999 roku założyła pierwszy w Polsce Oddział - Posługi Kobiet Katolickich Magnificat w Diecezji Lubelskiej, którego jest koordynatorem, a także wspierała jego rozwój w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, częstochowskiej i katowickiej. Członek ICPE i koordynator Misji Polskiej. W roku 2010 razem z mężem zainicjowała Projekt Armia Dzieci.