PODNIEŚCIE OCZY I SPÓJRZCIE: POLA SĄ GOTOWE DO ŻNIWA

Gdy modliłam się za narody, Bóg pokazał mi, że w Polsce istnieje wiele niewypełnionych powołań. Ma to miejsce zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i wspólnotowym, a tyczy się szczególnie powołania misyjnego i wstawienniczego. Ponieważ kościoły są skupione na wewnętrznych problemach i ograniczonych zasobach, niewielu liderów realizuje wizję wykraczającą poza ich lokalną „strefę wpływu”.

W ewangelii Jana 4, 31 - 35 opisana jest sytuacja kiedy to uczniowie zachęcali Jezusa do jedzenia, a On dał im odpowiedź mówiąc „Ja mam pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie”. Uczniowie zastanawiali się, czy ktoś przyniósł mu coś do jedzenia. Na to Jezus rzekł do nich: „Moim pokarmem jest pełnić wolę tego, który mnie posłał i dokonać jego dzieła. Czy wy nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdzie żniwo? Otóż mówię wam: Podnieście oczy swoje i spójrzcie na pola, że już są dojrzałe do żniwa”. Wierzę, że jest to słowo dla polskiego kościoła, które zarówno jest wyzwaniem od Boga, jak i opisuje naszą duchową kondycję.

Jeśli jesteś już jakiś czas chrześcijaninem, to przynajmniej raz w życiu słyszałeś proroctwo skierowane do naszego narodu, które mówiło o tym, że z Polski wyjdzie wielu misjonarzy, a nasz naród będzie potężnie użyty w Europie i na świecie. Inne proroctwa mówią o tym, że w Polsce nastąpi ogromne przebudzenie, które zarażać będzie inne narody. Wierzę, że dzisiaj Jezus pyta nas, Polaków, czy wypełniamy to powołanie?

W historii Izraela można zaobserwować kluczowe momenty, kiedy to postawa narodu oraz jego liderów decydowała o tym, czy osiągali wyznaczone przez Boga cele dla swego pokolenia. Pierwsze pokolenie, które zostało powołane, by zdobyć ziemię obiecaną, pomimo tego, że boża chwała objawiła się mu w potężny sposób, musiało z powodu swego nieposłuszeństwa wymrzeć na pustyni.

Wierzę, że Bóg nie chce, aby nasz naród rozminął się ze swoim przeznaczeniem. Dlatego mówi do nas aby przebudzić nasze serca i potrzasnąć nami tak, abyśmy zaczęli żyć dla jego celów. W tych dniach Jezus szczególnie wzywa nas abyśmy poszli za tym, czego od nas oczekuje. Niektórym z nas chce przypomnieć to, co dawno temu mówił do naszych serc. Zagłuszyliśmy ten głos z powodu trosk lub problemów z jakimi się spotkaliśmy. Odnosi się to zarówno do naszego osobistego życia, jak i życia wspólnot oraz kościołów. Wierzę, że Bóg chce ponownie ożywić polski kościół. Żyjemy bowiem w czasie, kiedy Pan przygotowuje Nas do zbioru wielkiego żniwa dusz.

To czy boże plany i strategie wypełnią się w dużej mierze zależy od nas - jego ludzi. Nie zawsze jednak z Nim współpracujemy. Gdy tego nie robimy lekceważymy jego zamiary wobec naszego życia. Z pewnością niektóre z proroctw są obietnicą nawiedzenia Boga i zapowiedzią Jego suwerennej inicjatywy wobec ludzi i narodów, jednakże ich większa część  realizuje się dzięki współpracy człowieka z Bogiem. Gdy Pan nas do czegoś powołuje, naszą rolą jest mu odpowiedzieć.

W opisanej w ewangelii Jana sytuacji widać, że gdy Jezus opowiadał uczniom o duchowych sprawach ich oczy były ciągle skupione na tym, co naturalne. Jezus mówił o prawdziwym spełnieniu wynikającym z pełnienia woli ojca, a oni wciąż nie wiele rozumiejąc przypuszczali, że mówi o fizycznym jedzeniu. Jestem przekonana, że taki jest poziom percepcji wielu z nas kiedy Bóg zaczyna rozmawiać z nami o życiowych celach. On mówi o żniwie dusz, a my pytamy o nasze własne życie. Dziwimy się, gdy się nam nie powodzi i nie widzimy spełniających się bożych obietnic.

W księdze Ageusza opisana jest sytuacja ludzi, którzy poświęcali dużo energii na to, by się życiowo urządzić, ale nie przynosiło im to upragnionego rezultatu. Stało się tak, ponieważ nie mieli dobrze ustawionych priorytetów. Bóg napominał Izrael przez proroka mówiąc: „Czy już czas dla was na to, abyście mieszkali w domach wykładanych kafelkami, podczas gdy dom Pana leży w gruzach? Zważcie jak wam się powodzi! Siejecie wiele, lecz mało zbieracie, jecie, lecz nie do syta, pijecie, lecz nie gasicie pragnienia, ubieracie się, lecz nikt nie czuje ciepła; a kto pracuje by zarobić, pracuje dla dziurawego worka”. (Ageusza 1; 5-6)

Głód rzeczy materialnych w naszym narodzie jest po części spuścizną czasów, w których sklepowe półki świeciły pustką. Boża definicja obfitości nie ogranicza się jednak do rzeczy materialnych. Podobnie, jak w przypadku Jezusa, naszym prawdziwym spełnieniem jest pełnić wolę Tego, który nas posłał i dokonywać jego dzieł. (Jana 4:34) Ciągłe skupienie na sprawach materialnych, strach przed brakiem i kurczowe trzymanie się tego, co z wielkim trudem zdobyliśmy są objawami życia w duchu ubóstwa. Ekonomia Królestwa Bożego jest zupełnie inna. Dawanie przynosi błogosławieństwo. Kiedy wypuszczamy rzeczy ze swoich rąk Bóg odpłaca nam wielokrotnie.

Kurczowo trzymamy się własnego życia. Chcemy, aby było błogosławione, szczęśliwe i spełnione. Taka jest definicja sukcesu we współczesnym świecie. Żyjemy po to, aby wypełniać marzenia swojego serca. Bardzo często próbujemy ściągnąć działanie Boga do naszego własnego życia i sprawić, by obietnice boże dla nas działały. Bóg jednak myśli i postępuje z nami zupełni inaczej. On czeka, aż zaangażujemy się w to, co jest dla Niego ważne. Słowo boże pokazuje, że ogromna większość obietnic bożych skierowana jest do tych, którzy wypełniają wolę Ojca, tak jak Jezus. On powiedział swoim uczniom„ Kto chce zachować swoje życie straci je, kto zaś straci swoje życie dla mnie zachowa je”. (Łuk. 9:24)

Gdy próbujemy na swój własny sposób osiągnąć to, co Bóg obiecał, pojawia się w naszym sercu frustracja. Nie jesteśmy w stanie wypełnić jego obietnic polegając na własnej sile i mądrości. Bóg będąc Bogiem zazdrosnym upomina się o nasze serce. Dlatego jedynym prawdziwym lekarstwem na życiowe frustracje jest powrót do centrum bożej woli. Obietnice boże są TAK i AMEN dla każdego w Chrystusie, kto żyje dla Jego Królestwa. Ziemia obiecana jest dla tych, którzy czynią wolę Ojca tak, jak robił to Jezus. Na Jego drodze są uzdrowienia, cuda, nadprzyrodzone zaopatrzenie, mądrość, przychylność. Bóg wysłuchuje naszych modlitw i jedna z nami nieprzyjaciół.

Jestem przekonana, że Bóg chce otworzyć oczy naszego wewnętrznego człowieka, abyśmy chodzili według Ducha i patrzyli na życiowe cele w duchowy sposób. Niektórych z nas Pan może prosić o to, abyśmy poświęcili swoje życie sprawom królestwa, a On wtedy zatroszczy się o resztę.

Wierzę, że Jezus mówi dziś do wielu z nas: moi przyjaciele, moi wybrani, podnieście swoje oczy z tych wszystkich spraw, które was otaczają i spójrzcie wyżej. Odwróćcie wzrok od siebie samych, swoich potrzeb i zobaczcie, że pola są gotowe do żniwa. Tam jest Wasza nagroda i zaspokojenie!