×

Ostrzeżenie

JFtp::login: Unable to login
JFTP::write: Nie można użyć trybu pasywnego.

JEŻELI NIE CZYNIMY DZIEŁ OJCA, TO NAM NIE WIERZCIE!

„Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom (...)” - Ewangelia Jana 10:37-38


Jak pokazać światu tonącemu w morzu słów, że to właśnie nasz Bóg jest prawdziwym Bogiem?

Jeżeli czytałeś o spotkaniu ewangelizacyjnym Pawła na Aeropagu, to wiesz, że nie odniósł większego sukcesu w tym intelektualnym starciu z hellenistami, którzy byli wprawieni w debatowaniu. Pamiętasz, jakie były ich reakcje na jego słowa? „Cóż to chce powiedzieć ten bajarz?” , „Zdaje się, ze jest zwiastunem obcych bogów”, „Kładziesz jakieś niezwykłe rzeczy w nasze uszy”, „ A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś mówili: O tym będziemy cię słuchali innym razem”.(Dz.Ap. 17: 16-32)

„I tak Paweł wyszedł spośród nich. Lecz niektórzy mężowie przyłączyli się do niego i uwierzyli.” (w.34)

Chwała Bogu, mimo wszystko niektórzy z nich dali się przekonać samym słowom,ale nie sądzę, żeby Paweł chwalił się w zborach takim rezultatem. Jednak czytając dwa rozdziały dalej widzimy Pawła na podobnym spotkaniu w Efezie i widać, że najwyraźniej wyciągnął wnioski z poprzedniej ewangelizacji.
Do słów, których używał, tym razem doszło demonstrowanie mocy Bożej: „I działo się to przez dwa lata, tak że wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo Pańskie. Niezwykłe też cuda czynił Bóg przez ręce Pawła, tak iż nawet chustki lub przepaski, które dotknęły skóry jego, zanoszono do chorych i ustępowały od nich choroby, a złe duchy wychodziły” (Dz.Ap.19: 10-12)

W rezultacie „Wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm. Tak to potężnie rosło i rozpowszechniało się Słowo Boże.” (Dz.Ap. 19:18-20)

Najpierw pokaż, później mów.

Biblia ukazuje nam dwa modele dzielenia się Ewangelią. Pierwszy model to zwiastowanie a następnie pokazywanie.

„Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!” (Ew. Mateusza 10:7-8)

Drugi model to pokazywanie, a następnie zwiastowanie:
”Uzdrawiajcie chorych i mówcie: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”. (Łuk.10:8)

Oba modele są biblijne i prawidłowe, ale od czasów spisania Nowego Testamentu nasz świat bardzo się zmienił.

Kultura, w której poruszał się apostoł Paweł, skupiała się na słuchaniu, rozważaniu i dyskutowaniu. Biblia mówi nam, że „...na nic innego nie mieli tyle czasu, co na opowiadanie lub słuchanie ostatnich nowin”. (Dz.Ap. 17:21) Tempo życia w dzisiejszej zachodniej cywilizacji jest zupełnie inne. Jesteśmy w ciągłym pośpiechu i oglądanie bardziej przemawia do ludzi niż tylko słowa. Ludzkość płynie w synkretycznym morzu materializmu i duchowości ulepionej z „zalajkowanych” fragmentów różnych wierzeń i filozofii, i jak nigdy wcześniej potrzebuje POKAZANIA, że to, o czym mówimy jest rzeczywiście prawdą i nie jest jedynie kolejną filozofią lub duchową teorią, którą można dołączyć do pozostałych.

Potyczka Eliasza z prorokami Baala. 

Konfrontując fałszywych proroków Baala, Eliasz używał słów i pozwolił sobie nawet na drwiny z ich boga, ale nie samymi słowami wygrał bitwę. Gdyby skończył na słowach, najprawdopodobniej jego głowa zostałaby odcięta, a następnie użyta do różnych gier zespołowych. To nie kwiecista mowa i argumentacja przekonały ludzi. Przekonało ich oglądanie Bożej mocy. „Gdy to cały lud ZOBACZYŁ, padł na twarz, mówiąc: Pan jest Bogiem, Pan jest Bogiem”. (1 Król. 18:39)

Jeżeli wszystkim co mamy na obronę chrześcijaństwa jest nasza święta księga- świat otworzy przed nami setki innych ‘świętych’ ksiąg i zapyta o różnicę.

Oczywiście różnica jest taka, że to, co jest opisane w naszej księdze- Biblii- nie jest zbiorem fantastycznych opowieści. To Prawda, która jest aktualna również dzisiaj. Moim i twoim zadaniem natomiast jest pokazać światu, że tak właśnie jest.

Nie ma mocy do przemiany ludzkiego życia w objawieniach znajdujących się w księdze Mormona, Koranie, hinduistycznej Bhagawadgicie czy w naukach towarzystwa Świadków Jehowy. Za żadnym z tych objawień nie stoi Wszechmocny Bóg, potwierdzający je znakami i cudami.

Apostoł Paweł wypowiedział słowa, które są pstryczkiem w nos dla pozbawionego mocy, teoretyzującego chrześcijaństwa:- „Albowiem Królestwo Boże nie zasadza się na słowach, ale na mocy”. (1 KOR. 4:20; 1 KOR 2:4-5)

"Bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania.” (1 Tes.1:5).

Kościół ograniczający poselstwo Królestwa jedynie do słów, bez oczekiwania, że Bóg potwierdzi swoje Słowo w cudach, uzdrowieniu, uwolnieniu oraz przemieniającym doświadczeniu Jego obecności, traci całkowicie swoją duchową wiarygodność. Gdyby przebudzenie opierało się na biblijnej wiedzy i na słowach, to wszelkie seminaria oraz szkoły teologiczne płonęłyby ogniem Ducha Świętego.

Paweł nie pozostawia nam żadnych złudzeń, ani możliwości dowolnej interpretacji swoich słów. Moc powinna być fundamentem naszej wiary!

Oczywiście nie oznacza to, że nasze słowa nie są ważne- potrzebujemy tłumaczyć, rozmawiać, wykładać, nauczać, zachęcać i budować, a do tego potrzeba słów, ale słowa BEZ MOCY nie wykonają swojego zadania.

Świat ma dość chrześcijaństwa jako kosmicznego belfra, który stoi i grozi wskazującym palcem, ponieważ postrzega je jako siłę hamującą postęp, jako anachroniczny pogląd na życie, nieistotny dla większości społeczeństwa, poza oderwaną od rzeczywistości grupą fanatyków machających bibliami.

Jednocześnie, nie oznacza to wcale, że świat jest zamknięty na rzeczywistość duchową. Wręcz przeciwnie. W ostatnich latach głód tego co nadnaturalne wyraźnie wzrósł, co szczególnie widać we wszelkich formach sztuki, we wzmożonym zainteresowaniu okultyzmem, ezoteryką i różnymi, innymi niż chrześcijańska, formami duchowości. No i właśnie tutaj widać główny problem. Nie jest nim brak zainteresowania duchowością, ale całkowity brak utożsamienia duchowej mocy z dzisiejszym chrześcijaństwem.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy na nowo przedstawili ludziom Żywego Boga Biblii w działaniu i nie jest to jakimś ewentualnym, pozalekcyjnym zajęciem przeznaczonym dla garstki zapaleńców. To polecenie, nakaz od samego Pana dla wszystkich wierzących.(MK 16:15-19)

Konfrontacja ludzi nie ze słowami, ale z mocą żywego Boga ukazaną na przykład w uzdrowieniu daje nam okazję do wytłumaczenia tego, co przed chwilą się wydarzyło. Takie osoby oczywiście nadal będą mogły odrzucić Prawdę, ale nie będzie to już takie proste po doświadczeniu namacalnego uzdrowienia na ich własnym ciele.

Jakiś czas temu miałem okazję modlić się za panią, która już na wstępie poinformowała mnie, że nie wierzy w Boga i w cudowne uzdrowienia. Powiedziałem jej że to dobrze i że chcę jej coś pokazać. Zapytałem gdzie ją boli. Pani miała bóle reumatyczne w całym ciele i twierdziła, że łatwiej byłoby jej wskazać gdzie ją nie boli. Zacząłem się modlić zaczynając od stóp a skończyłem na górnych kończynach i kręgosłupie. Ból z każdej części ciała odchodził na oczach zdziwionej pani i zgromadzonych osób, a jednocześnie przywracana była zdolność ruchowa. Poproszona przeze mnie o wytłumaczenie tego, co się stało, wbrew swoim przekonaniom, z oczami szeroko otwartymi ze zdziwienia, ostatecznie musiała uznać że Bóg ją uzdrowił.

Oczywiście, ażeby świat mógł zobaczyć działanie Żywego Boga, my musimy być dostępni. Tak naprawdę to jest wszystko, czego Bóg oczekuje z naszej strony.
Nie głębokiej wiedzy teologicznej, nie braku jakichkolwiek słabości, nie zdolności uwalniania uzdrawiającej energii z palców. Bycie dostępnym wystarczy.

Możemy się modlić o uwolnienie mocy w naszym życiu miesiącami, siedząc w swojej sypialni, ale pamiętajmy, że większość ludzi, którzy tej mocy potrzebują znajduje się gdzieś poza nią, na zewnątrz.

Wszyscy mamy jakieś wymówki na to, dlaczego akurat my się do tego niekoniecznie nadajemy, ale tak naprawdę większość naszych wymówek jest po prostu dziecinna.

“Modliłem się o taką a taką osobę, ale ona nie została uzdrowiona i wkrótce po tym zmarła, więc przestałem myśleć o uzdrawianiu.” Sam nie wiem, ile razy słyszałem podobne zdania. Nasz brak zainteresowania i rozwijania się w dziedzinie uzdrawiania tłumaczymy osobistą porażką.

Co jakiś czas doświadczam porażki i wiem, że jest to normalny element poruszania się w rzeczywistości nadnaturalnej.

Apostoł Paweł porównuje nasze chrześcijańskie życie do udziału w biegu (1 Kor. 9:24) Pomyśl sobie o jakimś sławnym biegaczu- takim jak na przykład Husain Bolt. Jak myślisz, czy pewnego dnia wstał z łóżka i odkrył, że w jakiś niewytłumaczalny sposób potrafi biec z zawrotną szybkością? Czy myślisz że droga do miejsca w którym jest dzisiaj, nie była utorowana nieudanymi próbami, potknięciami i błędami? Czy myślisz, że nigdy się nie przewrócił podczas biegu? A co by było, gdyby po pierwszych kilku upadkach stwierdził- „Myślałem, że coś z tego wyjedzie, a tu same potknięcia i porażki. Nigdy mi się to nie uda. Nie ma sensu. Lepiej zacznę grać w szachy”. Może powiesz że, to byłoby głupie, ale dokładnie tak samo głupio brzmią nasze wszystkie ‘duchowe’ wytłumaczenia.

Umiesz jeździć na rowerze? Gdybyś po zdjęciu dwóch bocznych kółeczek asekuracyjnych rzucił rowerem po pierwszym upadku, stwierdzając, że to nie działa, czy jeździłbyś dzisiaj, wietrząc zęby w uśmiechu satysfakcji ze swojej nadludzkiej zdolności utrzymywania równowagi tylko na dwóch kółkach?

Świat wykrywa ruch.

Fotokomórki, czujniki ruchu. Można je spotkać w każdym centrum handlowym i na każdej stacji benzynowej. Wykrywają ruch, ale tylko wtedy, gdy pojawisz się w odpowiedniej bliskości i naprawdę będziesz się poruszać.

Kiedy toczymy bitewki w naszych małych duchowych pudełkach zwanych denominacjami, świat nie widzi żadnego ruchu. Widzi jedynie nieruchome pudełko. Ruch rozpoznawany jest dopiero wtedy, gdy ktoś wydostaje się z pudełka. Nasze kazania, słowne potyczki i doktrynalne pogawędki nie mają żadnego znaczenia dla ludzi poza kościołem. Nie obchodzą ich nasze słowa. Ten świat zasypany jest książkami. Kiedy przychodzisz do ludzi ze złotymi słowami mądrości, przybywasz jako jeszcze jeden z wielu podobnych.
Sprawa wygląda inaczej dopiero wtedy, kiedy przychodzisz z Bożą miłością, objawiającą się w mocy i czynach. To jest coś, czego świat łaknie i czego żadna religia nie może wyprodukować.


A więc pamiętajmy: Nie tylko słowa, ale dzieła Boże. Obyśmy żyli tak, że będziemy z odwagą mogli powiedzieć jak Pan Jezus- “Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie!” (Jana 10:37)

 Łukasz Kupczyński

https://www.youtube.com/channel/UC16ds5o2oLgOpRfadEN50Fw